uwielbiam prowokować jego uśmiech.... jak go uwiecznię, patrzeć mogę godzinami:)
aż dziw, że tak niewiele trzeba, by pojawił się na jego buzi... pamiętam, jak w pierwszych kilku miesiącach życia była to rzecz nie za częsta i raczej nieświadoma, tak czekaliśmy z niecierpliwością na pierwsze świadome i szczere uśmiechy... teraz wystarczy powiedzieć: - a kuku!, czy naśladować odgłosy zwierząt, wydać jakieś inne ciekawe okrzyki lub po prostu zawołać Skarbka :) każdego dnia coraz więcej rzeczy wywołuje uśmiech na jego buzi:)
najbardziej powalający jest uśmiech z samego rana, gdy Skarbek - skowronek zrywa się czasem przed siódmą, a nam by się tak chciało pospać... podchodzę do jego łóżeczka ledwo widząc na oczy, nieprzytomna i nieraz zła... patrzę na niego, a on na dzień dobry już na mój widok wysyła mi coś takiego... wtedy wszystko we mnie pęka i nie pamiętam, że jestem zmęczona i niedospana:) biorę go na ręce i zaczynam... tańczyć:)
teraz rozumiem dogłębnie znaną mądrość, że najpiękniejszą rzeczą na świecie, która go rozjaśnia, jest uśmiech dziecka...
dodam z własnego ogródka, że najlepiej dopinguje do działania, leczy zmęczenie i depresję, wynagradza wszystkie smutki i niedogodności życia, poprawia humor na cały dzień...
jest jak narkotyk - uzależnia... bez możliwości odwyku...
i uwaga! jest bardzo zaraźliwy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz