poniedziałek, 23 marca 2009

Kącik czytelniczy na nocniczku

Skarbek ma 9 i pół miesięcy. Jest klasycznym małym aniołkiem o gęstych blond włoskach i niebieskich oczkach. Pociecha nasza największa. Nigdy nie przypuszczałam, że gdy się pojawi na świecie, serce mnie będzie każdego dnia boleć coraz bardziej... z miłości.

Czekam na jego kolejne nowe słówka poza obecnymi już: - ma-ma-ma-ma (ach, jak serce mi stopniało, gdy to usłyszałam pierwszy raz), - ba-ba-ba-ba, - da-da-da-da i - brrrm-brrrm-brrrm-brrrm... na pierwsze powiedzonka, pytania i nasze słowne dialogi. Wszystkie chcę uwiecznić dla jego (ś)wiadomości:) Skarbek, choć jeszcze nie potrafi się odpowiednio wyartykułować, już prowadzi z nami dialogi wzrokowo-mimiczno-gestykulacyjne... bogate bardzo w treść i formę.

(Nieraz myślałam, że gdyby moja Mama pisała w tamtych czasach jakiś pamiętnik o moim dzieciństwie, byłby to chyba najdroższy i najbardziej strzeżony okaz w domowym kuferkowym muzeum pamiątek rodzinnych... czytałabym pierwszy raz pewnie z wypiekami śmiejąc się do łez).

Wczoraj była premiera posiedzenia na nocniczku. Żółtym z naklejoną kaczką (nie obrażając Prezydenta - sklep takie sprzedawał). Kupionym już teraz nie w celu natychmiastowego napełniania, lecz próby oswajania Skarbka z nowym "mebelkiem". Usiadłam na podłodze, Skarbka obranego z pieluszki posadziłam na nocniczku przed sobą. W jego oczkach pojawiło się najpierw wielkie zdziwienie (tak się powiększyły bardzo), potem mała podkówka na buzi, w oczkach malutki strach a rączki wyciągnęły się do mnie w geście: - zabierz mnie, mamo! Mama jednak szybko objęła, przytuliła i otworzyła książeczkę o spóźnionym słowiku ((Julian Tuwim) i zaczęła czytać pokazując obrazki... Skarbek zaskoczony nagłym zwrotem akcji, zapomniał o nocniczku zaintrygowany kolorową książeczką i tak "czytając" wspólnie z mamą przesiedział chyba 20 minut na swoim kibelku. Aż mu tyłeczek zdrętwiał...

Ale byłam dumna z niego! Oczywiście zawartości nie było żadnej, najważniejsze, że Skarbek zaakceptował "krzesełko"...

Dziś posiedzenie na "krzesełku" zrobiliśmy dwa razy - rano i wieczorem. Za każdym razem było czytanie książeczki i objaśnianie przeze mnie wszystkich obrazków. Skarbek z wrażenia zapominał o świecie... o załatwianiu potrzeby też:) Uświadomiłam sobie, że właśnie go uczę, by w przyszłości znosił książki i gazety do toalety na dłuższe "posiedzenia"... nieświadomie postąpiłam chyba jak wiekszość mam na świecie, zważywszy na powszechny zwyczaj czynienia z toalety głównego kącika czytelniczego w wielu domach... w myśl zasady - czym skorupka za młodu nasiąknie- Skarbek już na starość będzie tym trącił:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz