W dyngusowy poniedziałek rano wróciła do domu, a my pojechaliśmy do drugich dziadków na wieś (do rodziców Męża) na "spęd" rodzinny... obyło się bez olewania na szczęście, ale stół uginał się już od kaloryczno-ciężkostrawnych bomb świątecznych... na szczęście Skarbek nie dał mi siedzieć przy nim cały czas, z przyjemnością po wstępnych zachwytach rodziny nad Skarbkiem zabawialiśmy się wspólnie z 2,5-letnią kuzyneczką Kingą, która głaskała cały czas Skarbka po główce i podsuwała mu zabawki... a gdy Skarbek zasnął w wózeczku, chodziła naokoło przyciskając paluszek do ust, że ma być cisza... taka mała mamusia
Skarbek odziedziczył po niej piękne wysokie krzesełko ze stolikiem do jadania posiłków i już wtedy mógł jeść kaszki na nim przy stole razem z nami wszystkimi. Zachwycony siedział tak wysoko i zrzucał zabawki na podłogę patrząc, jak się odbijają od niej i potem na nas, by mu je podnosić.... na żadnym aerobiku tylu skłonów nigdy chyba nie zrobiłam:))
bardzo szybko polubił i zaakceptował to krzesełko potem w domu, co widać poniżej:)) bo najpierw może być wysoooooko: ale też i całkiem nisko:) i zawsze świetnie się bawi
Przybyło Skarbkowi teraz różnych przedmiotów codziennego użytku... obok wspomnianego krzesełka, przed samymi świętami kupiliśmy mu nowy większy fotelik samochodowy oraz spacerówkę na dużych pompowanych kółkach (z alufelgami, a jakże!)... sprawdza się super na leśno-polno-piaszczystych bezdrożach, a oto migawki ze świątecznego wypadu Skarbka na nowym automobilku nad jeziorko:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz