niedziela, 5 kwietnia 2009

Pieska metamorfoza

Całe życie kochałam i miałam pieski... odkąd pamiętam, od dzieciństwa w moim domu rodzinnym był jakiś czworonóg, do dziś daleko stąd razem z Babcią E. (moją Mamą) mieszka czarno-biała Plamka...
Od ślubu jednak kudłatego stworka w naszym domu nie ma - może to wina małego metrażu, może naszego wygodnictwa (wstyd!), może przekonań Męża (dla niego pies ma sens w przypadku domu z ogrodem - obiecał mi to:) - albo wszystkiego razem (ach, te wykręty)...
o przepraszam, był jeden malutki czworonóg - chomik Bąbelek... dość, że odkąd mam własny dom, trochę tęskniłam za stworzonkiem, które witałoby mnie z radością, chodziłoby za mną od pokoju do kuchni itd...
Skarbek wypełnił teraz moje życie tak, że wszystkie tamte tęsknoty zniknęły i przestałam pragnąć więcej:)
A jednak od kilku dni mam "pieska"...:)
Odkąd Skarbek stał się raczkującym czworonogiem, codziennie daje się zaobserwować znaczne przyspieszenie w przemieszczaniu się, od wczoraj już wyrównanego z naszą prędkością chodzenia... w efekcie od kilku dni od rana gdzie ja nie idę, tuż za mną truchta Skarbek na swych czterech łapkach:) do kuchni i do pokoju... do kuchni i z powrotem do pokoju... gdy stanę, on w ułamku sekundy hamuje z impetem główką na mojej łydce i zaraz siada śmiejąc się i ciągnąc mnie za spódnicę lub kręci jeszcze ósemki wokół moich nóg...:)
Gdy siedzę na kanapie, wspina się na mnie lub wyciąga do mnie rączki, bym wzięła go na kolanka... mości się na mnie, siedzi wtulony i lubi patrzeć na to co robię - najczęsciej w laptop:)
jeszcze trochę, a postawię mu miseczki z jedzeniem na podłodze w kuchni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz